Gabriela Szulik: Jedno biedne nic

Nie chciała, żeby ktokolwiek o niej wiedział. Chciała zniknąć z ziemi bez śladu.

Siostra Hilaria Główczyńska zginęła podczas powstania warszawskiego i do dziś nikt nie wie, gdzie jest jej ciało. – Oprócz aktu chrztu i kilku dokumentów zakonnych w Częstochowie, nie ma żadnych śladów „państwowych” o istnieniu Hilarii Emilii Główczyńskiej – opowiada siostra Bogumiła Czemko, przygotowująca materiały do procesu beatyfikacyjnego siostry Hilarii. – Ale Pan Jezus kazał zapisywać jej Jego słowa. I tak jak po św. Faustynie, tej od Bożego Miłosierdzia, tak po siostrze Hilarii zostały cztery zeszyty rozmów z Panem Jezusem. Czytamy w nich między innymi o tym, że siostra Hilaria szczególnie modliła się za kapłanów. Jej podpisem pod notatkami były słowa: „Jedno biedne nic”.

Z FABRYKI DO KLASZTORU 
Niewiele wskazywało na to, że zakonnica, pochodząca z niewielkiego Świerszczowa na Polesiu Lubelskim, jest w tak bliskiej zażyłości z Panem Jezusem. Pochodziła z biednej rodziny. Skończyła tylko cztery klasy szkoły podstawowej. Tata był woźnicą we dworze Rulikowskich, a mama zajmowała się domem. Nie wiadomo, czy mała Hilaria miała rodzeństwo. – W jednym z Notatników o swoim dzieciństwie zapisała tylko to, że od najmłodszych lat chciała służyć Chrystusowi całym życiem i chciała uciec od świata – opowiada siostra Bogumiła. Jako panna, owszem, miała kandydatów do swojej ręki, ale wcale nie miała zamiaru wychodzić za mąż i któregoś dnia po prostu uciekła przed nimi. Dotarła do Częstochowy. Zatrudniła się w fabryce. Pracowała jako szwaczka. Tam poznała Małe Siostry Niepokalanego Serca Maryi, zwane honoratkami. Tak trafi ła na ulicę Klasztorną w Częstochowie do klasztoru tuż przy Jasnej Górze.

ŚMIERĆ PRZED TABERNAKULUM 
Gdy podczas I wojny światowej jako nowicjuszka przebywała w Nowym Mieście nad Pilicą, przez miasto przeszedł front. Ludzie przeżyli straszne bombardowanie. Wystraszone siostry razem z mieszkańcami Nowego Miasta siedziały w podziemiach kościoła. Hilaria została w domu, przygotowywała jedzenie dla sióstr i mimo świszczących wokół kul, zanosiła je do katakumb. Podobnie było w warszawskim domu przy ul. Piwnej na Starym Mieście. Na początku II wojny, w niedzielę 17 września 1939 roku, siostry poszły na Mszę do jezuitów. – Bombardowania były takie, że ile razy ksiądz wyszedł do ołtarza, tyle razy się chował – wspomina siostra Aniceta, która do tej pory żyje w Łodzi. A siostra Hilaria wyszła z kościoła do klasztornej kaplicy. Przeszła szklanym łącznikiem przez grad kul i bomb. – Kiedy dotarła do tabernakulum, by ratować Najświętszy Sakrament – opowiada siostra Bogumiła – została raniona odłamkami pocisków. Prawdopodobnie żyła jeszcze, gdy przyszedł patrol sanitarny – dodaje siostra Czemko. – Najpewniej zmarła na noszach. Nie miała przy sobie żadnych dokumentów. Była tylko w szarej sukni. Tamta część Warszawy była zrównana z ziemią i w domu też żadne dokumenty się nie zachowały. Siostra Hilaria zawsze mówiła, że z jej pogrzebem nie będzie problemu, że chce zniknąć bez rozgłosu. I tak się stało.

POD DYKTANDO JEZUSA 
Siostra Hilaria nie wyróżniała się specjalnie spośród innych sióstr. Gdy jako pielęgniarka pracowała w szpitalu, jak inne, zajmowała się chorymi, czuwała przy nich, gdy umierali. Była na każde zawołanie, i w ciągu dnia, i w nocy. I właściwie tylko matka przełożona wiedziała, jaką naprawdę była siostra Hilaria, jak bardzo kochała Pana Jezusa i we wszystkim była Mu posłuszna. Siostry najczęściej nie miały pojęcia, że wśród nich jest ktoś wyjątkowy. – Ach taka dziwaczka, cały czas chodziła w jednej sukni. Mało tego, kapelusz z ceraty sobie zrobiła, No, kto to widział? – tak mówiła zawsze o niej siostra Aniceta, jedna z najstarszych sióstr. – Dopiero gdy poznała jej notatki, powiedziała: „No, nie wiedziałam” – mówi siostra Bogumiła. Siostra Hilaria swoje rozmowy z Panem Jezusem zaczęła spisywać w Częstochowie. Poprosił ją o to spowiednik z Jasnej Góry. – Co ciekawe – zwraca uwagę siostra Czemko – w Notatnikach nie ma skreśleń, żadnych poprawek. A to dlatego, że Hilaria nie pisała od siebie, ale pod dyktando Pana Jezusa. Jezus dyktował jej o różnych porach. Czasem siedziała przy chorej i musiała pisać, czasem szła korytarzem i miała Jego natchnienie. W Notatnikach te natchnienia określała słowem: „uczułam”.